OPOWIADANIE 10

Opowiadanie „Teraz”

Przekręcony klucz w zamku przed chwilą zamkniętych drzwi oznaczał, że rozpoczęło się najważniejszych trzydzieści sześć godzin jej życia. Po ich upływie znów wszystko będzie miało sens, jakąś przyszłość. Tyle czekania, nadziei, bólu i rozczarowań – raz za razem. I nagły zwrot… Czy dwie maleńkie, niebieskie kreski mogą odmienić czyjeś życie na tyle, aby z ofiary stać się bohaterem? Marta czuła, że nadszedł najlepszy na to czas. Ale musi się spieszyć…

Konferencja trochę się przedłużyła, lecz Jakub i tak wracał do domu zadowolony. Znów doceniono jego projekt, koledzy z zespołu odczuli niemałe zasilenie kont, a on sam – jak zwykle – pławił się w deszczu komplementów.

Chwilę trwało, zanim zaparkował, wyjął z bagażnika torbę, laptopa i teczkę. Pomyślał po raz kolejny, że mieli z Martą spory fart, kiedy kupowali apartament: wprost z parkingu windą wjeżdżało się na swoje piętro. Dotarł do drzwi mieszkania i zadzwonił. Co prawda było po dwudziestej trzeciej, ale nie chciało mu się szukać klucza. Liczył, że Marta jeszcze nie śpi i szybko podejdzie, żeby mu otworzyć. Cisza. Po drugim dzwonku – cisza. Żadnego dźwięku za drzwiami, nawet judasz się nie zajarzył. „Pewnie ta idiotka znów się kąpie!” – pomyślał. Zirytowany rzucił wszystko na podłogę i nerwowo zaczął grzebać po kieszeniach i bagażu. Oczywiście klucze były na dnie torby podróżnej, co wywołało u Jakuba taką falę furii, że po otwarciu zamka niemal staranował drzwi. W całym domu było ciemno i jakoś dziwnie głucho.

Było zaledwie po piątej, a ona wyskoczyła z łóżka z taką werwą, jakby sen tej nocy w ogóle jej nie otumanił. Toaleta zajęła jej zaledwie chwilę. Włosy spięła klamrą, szybko nałożyła bieliznę, dres, na nogi – adidasy i mocno zawiązała sznurówki. Będzie przecież musiała biegać, a niestaranność to strata cennych minut.

– Marta! – krzyknął. – Marta, co ty, śpisz!?

Cisza. No tak, łazi gdzieś po nocy, może znów przesiaduje u siostry, a on wraca do pustego mieszkania. Pozapalał światła i ruszył nerwowo do kuchni – oprócz lśniących powierzchni designerskich szafek i blatów nie zobaczył nic. Boże, raz wreszcie graty pochowane! Fakt, że pochowane było dosłownie wszystko, nawet czajnik. Kiedy go odnalazł, wstawił wodę na herbatę i poszedł do łazienki umyć ręce. Tu też było coś, co sprawiało, że poczuł się dziwnie. Wszystkie szampony, odżywki, płyny, pianki i wody były idealnie poustawiane według przeznaczenia i wielkości. Mydlił dłonie i zastanawiał się, co tu jest nie tak. Wytarł ręce w czyściutki i pachnący ręcznik i wrócił do kuchni.

Wybiegła do windy i zjechała do piwnicy. W skrytce czekały schowane kartony o różnych wymiarach, tak ułożone i spięte plastikową taśmą, aby ich transport na górę nie nastręczał większych trudności. Zamykając drzwi piwnicy zaśmiała się w duchu, że jeszcze niedawno nie zeszłaby tu sama za żadne skarby, a teraz? Działała jak automat: pozbawiona emocji, jakby była zaprogramowana.

W mieszkaniu poskładała kartony, a potem precyzyjnie i metodycznie zaczęła pakować zawartość szaf, szafek, szuflad. Żadnych zbędnych ruchów, wahań, zastanawiania się. Wszystko już było przygotowane kilka tygodni wcześniej. Sprzątała mieszkanie jak opętana, pod czujnym okiem swojego oprawcy, a ten idiota cieszył się, że wreszcie się czegoś nauczyła.

Kiedy herbata w ulubionej filiżance nabierała mocy, Jakub rzucił okiem na zegarek i stwierdził, że jest naprawdę późno, a żona wciąż jest poza domem. Już mocno zdenerwowany jej niesubordynacją sięgnął po komórkę i wybrał numer sucho oznaczony jako „żona”. Kolejny sygnał telefonu zlał się z melodyjką za ścianą. Wciąż trzymając komórkę przy uchu niemal wbiegł do sypialni i… stężał. Na nocnej szafce dzwonił telefon Marty. „O co tu chodzi?” – pomyślał zdziwiony. Nie wzięła telefonu? Usiadł na łóżku i próbował zebrać myśli. Coś się wydarzyło, a on za nic nie mógł pojąć, co… Opanowało go trudne do opisania uczucie: niepokoju, irytacji, zaskoczenia?

Stwierdził, że nie będzie się denerwował, tylko się wykąpie i położy spać, a rano sobie z nią porozmawia – założywszy, że Marta jednak wróci i nie będzie go niepotrzebnie budzić.

Kartony powoli zapełniały się. Starannie zaklejała wieka i grubym markerem opisywała ich zawartość: buty, książki, dokumenty…

Kiedy spojrzała na zegarek było już po ósmej. Weszła do kuchni i zrobiła sobie solidne śniadanie: jajecznica, kromka czarnego chleba z masłem, spory kubek kawy z mlekiem. Pokroiła pomidora, parę rzodkiewek i jadła powoli, napawając się chwilą. Po wszystkim niedbale wrzuciła naczynia do zmywarki i położyła się na chwilę w sypialni. Miała dużo, bardzo dużo czasu… Nie powinna się zresztą przemęczać, zwłaszcza teraz! Po kwadransie wróciła do pakowania ze zdwojoną energią. Godziny płynęły, a ona nie odczuwała zmęczenia, jakby coś ją niosło na swoich skrzydłach.

Wieczorem po paczki przyjechała siostra z mężem i w ciszy pozanosili to wszystko do wynajętego dostawczaka. Gdy samochód odjechał, bezpowrotnie uwożąc swoją zawartość, Marta dopiero poczuła, że leci z nóg. Wzięła szybki prysznic i położyła się do łóżka. Nawet nie zauważyła, kiedy zasnęła.

Nie wierzył w to, dopóki się nie przekonał na własnej skórze: jeżeli choć raz zrobisz coś, co przewróci twój prywatny kodeks do góry nogami – nie masz już żadnych zahamowań. Powtarzające się sytuacje w domu, gdy usiłował uświadomić swojej żonie, że akty przemocy to jedynie konsekwencja jej nieodpowiedzialnego zachowania stały się z czasem rytuałem, wzmacniającym jego pozycję w związku. Kontrola to podstawa, kontrola to podstawa…

Budzik niezawodnie zadzwonił o piątej i Marta wróciła do wczorajszych zajęć. Po porannej toalecie zebrała swoje kosmetyki, biżuterię, trochę rodzinnych bibelotów i spakowała całość do wielkiej torby podróżnej.

Ręczniki i pościel zwinęła i schowała do kosza na brudy, a potem siadła do śniadania. W sypialni głośno zadzwoniła komórka i przerażona Marta zerwała się na równe nogi. Okazało się, że to siostra – cały czas drżała, że plan się nie powiedzie, a Marta dostanie kolejną lekcję dyscypliny.

To naprawdę nie chodziło o to, że on chce mieć ostatnie słowo. On po prostu wiedział lepiej… Lepiej wiedział, co jest dobre dla nich obojga. Po co się upierała? Po co go prowokowała? Powinna wiedzieć, że on ją kocha, że bierze odpowiedzialność za ich wspólne życie i nikt – nikt! – nie może mu w tym przeszkodzić.

Wtedy, kiedy stało się to po raz pierwszy… to właściwie nie chciał jej uderzyć. Ręka uniosła się bezwiednie i zacisnęła w pięść w geście, który miał ją ostrzec, powstrzymać, pokazać jego sprzeciw. Cios w jej twarz był krótki, silny, celny. Marta straciła równowagę i zatoczyła w głąb pokoju, a Jakub w tym momencie tak bardzo chciał umrzeć. Już wiedział, że tego się nie cofnie, nie odwróci, nie da w żaden sposób wytłumaczyć. A ona spojrzała na niego: bez nienawiści, raczej ze zdziwieniem.

– Warto było? – zapytała spokojnie. – No powiedz, było warto?

Poszła do łazienki umyć twarz. Jakub sięgnął po kluczyki i wypadł z mieszkania. Zjechał na parking i szybko wsiadł do samochodu. Zatrzasnął drzwiczki z taką siłą, jakby zamykał wrota piekieł i na cały regulator podkręcił radio. Chwilę oddychał szybko, łudząc się, że uda mu się uspokoić. Nigdy nie sądził, że stać go będzie na coś takiego, nigdy…

A potem… Niepostrzeżenie, jakby mimochodem, przemoc stała się trzecim członkiem ich rodziny – absorbująco obecna, tak trudna do usunięcia.

Po rozmowie z siostrą Marta spojrzała na ścianę w sypialni, ozdobioną kłamliwymi dowodami ich rzekomego szczęścia: ona, on, oni razem… Rzygać się chciało za każdym razem, gdy na to patrzyła. Teraz jednak zobaczyła w tym niezłą zabawę. Poszła do kuchni po nożyk do cięcia tapet, a następnie ostrożnie powyciągała z ramek zdjęcia i zaczęła je poprawiać. Beztroska zabawa zabrała jej godzinę cennego czasu, ale było warto!

Teraz pozostało tylko włączyć zmywarkę, sprawdzić, czy w torebce są wszystkie dokumenty, karty, nowy telefon. I powoli przemieszczać się w kierunku drzwi.

Sobotnie ranki Jakub lubił najbardziej ze wszystkich. Zanim otwierał oczy, już docierał do niego aromat świeżutkiej kawy – wprost z wypasionego, naszpikowanego elektronicznymi gadżetami ekspresu. Była doskonała, błyskawicznie stawiała na nogi i wprowadzała w dobry nastój. Ale dziś aromat był albo zbyt słaby, albo Marta jeszcze się za to nie zabrała. Skwasił się i już zdenerwowany szybko wstał. Zobaczył, że łóżko po stronie Marty jest nietknięte. W pełnym świetle rozejrzał się po sypialni i dostrzegł kilka szczegółów, które umknęły mu wczoraj. Zniknęło to piękne, duże zdjęcie Marty – wisiała tylko pusta ramka. Powoli podszedł do ściany z ich mini-galeryjką i poczuł się nieswojo. Z pozostałych zdjęć wycięto bardzo misternie całą postać Marty: nad morzem, podczas urodzinowego przyjęcia, na firmowym pikniku był on z pustą białą dziurą…

– Co za kretyńskie dowcipy! – wściekł się. Podszedł do szafy i gwałtownie otworzył drzwi. Szafa była wypełniona ubraniami, schludnie poukładanymi i wiszącymi na wieszakach w odpowiedniej odległości. Tylko jego ubraniami. Wciąż nie rozumiał, wciąż intensywnie myślał. Pobiegł do łazienki – to samo. Wszystkie kosmetyki w łazience były tylko jego. Po przedmiotach należących do Marty nie było śladu. Poczuł się jak w programie z ukrytą kamerą.

– No co tu się dzieje!? – krzyknął i z furią zrzucił wszystko na podłogę. Brzęk tłuczonego szkła, rozpadające się pudełka i intensywny zapach rozlanych kosmetyków  – wszystko to było jak film: nierealne, dziwnie obce, jakby działo się gdzie indziej.

Rzucił się do szuflady z dokumentami i jednym szarpnięciem wywalił jej zawartość na podłogę. Wbrew wszystkiemu chciał znaleźć coś, co nie miało prawa się tam już znajdować… Na Boga, cokolwiek!

Wreszcie dotarło do niego z całą mocą, że Marta odeszła. Zniknęła i nie pozwoli się odnaleźć. Uciekła… Od niego czy raczej… przed nim?

Po raz pierwszy poczuł się kompletnie bezradny. Nic nie zostało z jego siły, przekonania o słuszności podejmowanych decyzji. Był tylko on i to cholerne, do bólu puste mieszkanie… Musi się zastanowić, przemyśleć, co dalej. Ale nie teraz, nie teraz… Był dziwnie zmęczony, kręciło mu się w głowie i za nic nie mógł poskładać tych wszystkich kawałków, na których tysiące rozsypało się właśnie jego życie. Był jak na obcym, nieznanym mu terenie – wytrącony z równowagi, niepewny i bez poczucia wpływu na cokolwiek. A przecież kontrola to podstawa… Kontrola to podstawa…

         Starannie przejrzała wszystkie pokoje, sprawdzając, czy na pewno o niczym nie zapomniała. Na toaletce leżała jej obrączka i pierścionek zaręczynowy. Brzydziła się nimi i od dawna nie była w stanie założyć ich na palce. Niech tu zostaną – już nawet nie czuła, aby kiedykolwiek do niej należały.

Przed siedemnastą umyte i suche naczynia były poukładane w szafkach, mieszkanie odkurzone i wywietrzone, śmieci czekały przy windzie. Marta postanowiła, że wyjdzie z tej złotej klatki i ani razu się nie obejrzy – w przeciwnym razie zamieni się w słup gówna. Z tkliwością dotknęła brzucha, westchnęła głęboko i zatrzasnęła za sobą drzwi. Pod blokiem czekała już zamówiona taksówka, która zawiozła ją na dworzec. Na peronie, ściskając bilet jak przepustkę do raju, Marta poczuła, że płacze. Boże, jaka ulga…  

W najlepszym okresie życia. A wcześniej? Potrafię zrobić meble (od podstaw), znajomość języka polskiego to moja super power dzięki studiom polonistycznym. Do tego podyplomy z public relations i znajomości UE. Teraz zajmuje mnie praca z tekstem: pisanie na zlecenie, korekta - od ponad 10 lat współpracuję z wydawnictwem uniwersyteckim; wsparcie językowe (pomoc niezbędna przy weryfikacji tekstów reklamowych, choć nie tylko). Lubię obserwować i dokumentować niemal wszystko - taki fotoreporterski bzik :-) poza tym kusi mnie fotografia kulinarna i pewnie coś z tym wkrótce zrobię. A póki co - piszę, piszę, piszę... Zapraszam na bloga mojenarracje.blogspot.com.pl oraz na fanpage Moje narracje. W przygotowaniu kilka kolejnych profili, gdzie pilnie ćwiczę swój pisarski warsztat. Na rok 2017 zaplanowałam projekt 365 dni #siepisze. Działam, bo to kocham :-)
Posts created 23

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane wpisy

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Do góry