dlaczego e-book

Dlaczego e-book, a nie półka w księgarni?

Dla kogo e-book?

Dlaczego e-book? Dlaczego nie tradycyjna książka – niewątpliwy i bezsprzeczny symbol cywilizacyjny, który królował nieprzerwanie przez setki lat? Cóż, problem jest bardziej złożony niż by się to pozornie wydawało… Wydanie powieści (a nie musi być to przecież książka w powszechnym rozumieniu) to niezwykły moment w życiu kogoś, kto tę powieść napisał. Oczywiście, dotyczy to każdego gatunku literackiego. Chodzi przecież o to, aby czyjeś słowa wyszły na światło dzienne i – opuściwszy szufladę – wylądowały w rękach czytelników. Aby jednak przejść tę naprawdę długą, a często bolesną i naszpikowaną przeszkodami drogę, trzeba mieć za sobą potężne zaplecze.

Rynek wydawniczy

Nie znam gościa. Kompletnie się w nim nie orientuję. Ba, nawet nie znam ludzi, którzy ów rynek znają. Dlaczego? Bo jestem debiutantką. No, może nie tak do końca, bo jedno opowiadanie udało się opublikować w wydawnictwie Pro Libris („Fotografia”), a inne („Dzień 366”) zdobyło II nagrodę w konkursie ogłoszonym przez portal www.ohme.pl Kilka tekstó opubliowało życzliwe „Slow Life”. Nie zmienia to faktu, że tak jak każda gałąź przemysłu, także wydawanie książek ma swoje zasady. Jakie? No, generalnie to takie same, jak w każdym innym przypadku – gwarantowany zysk. A co się sprzedaje? To, co ma mocne, nośne nazwisko. Najlepiej poparte nagrodami. A jeżeli nie ma nagród – to bogate portfolio publikacji w poczytnych i prestiżowych czasopismach. A gdy nie ma ani jednego, ani drugiego – stawiamy na mocny marketing i reklamę. Tak, Moi Drodzy -książka ma się sprzedać. Tak samo jak pralka, tabletki do zmywarki, suplement diety i najnowszy model popularnej marki samochodu.

Alicja w Krainie Wydawców

Okazuje się nawet, że zdobycie wsparcia agencji literackiej to nie lada wyzwanie. Swego czasu napisałąm do kilku, może 9-12… Kilka nie odpowiedziało w ogóle. Jedna stwierdziła, że do pierwszego druku trzeba mieć własne zasoby finansowe, a jeżeli na finiszu nie trzeba będzie dopłącać, mogę uważać się za szczęściarę. Jedna podziękowała mi za przesłane materiały, co było szczególnie miłe, ponieważ… niczego nie wysyłałam. Ostatnio dotarłam też do opisu pewnego bolesnego doświadczenia dziwnie pojmowanej współpracy pomiędzy autorem, wydawcą i tuzem dystrybucji, w którym tenże autor jest najmniej istotnym elementem. Tego się bałam: dobijałą mnie świadomość, że będe musiała latami udowadniać, że warto we mnie zainwsetować, co odbierało mi i tak śladowe poczucie własnej wartości. I tu powoli zbliżamy się do odpowiedzi na pytanie „Dlaczego e-book?”

Pisarz znikąd

Jak ktoś ma talent, to ten talent obroni się sam. Przecież to takie proste. Problem w tym, że ja nie wiem, czy mam talent. Umiejętności – owszem. Zapał – no, jak kiedy. Ale talent? To duże słowo i nie należy go nadużywać. Późno zaczynam, nie mam poczytnego bloga, który miesięcznie odwiedza kilka tysięcy osób. Nie znam nikogo, kto znałby kogoś, kogo znać się powinno. Wciąż jeszcze rozważam najbardziej dogodną formę self publishingu. A co mam? Pomysł. Powieść. Fanpage, dzięki któremu nieustannie ćwiczę swój warsztat. Życzliwych ludzi wokół. A to w sposób czytelny przekłąda się na to, co zrobić mogłam przy takim wsparciu – wydać e-book. Niewykluczone, ż pojawi się także wtydanie tradycyjne, papierowe, ale… No, właśnie – mam jeszcze kilka tych „ale” do rozwiązania.

E-book, czyli technologia w służbie czytelniczej

Żeby nie było wątpliwości – uwielbiam zapach książki: farba drukarska, papier to moje intelektualne afrodyzjaki. Do tego dochodzi szelest odwracanych stron, wertowanie książki w poszukiwaniu ulubionych fragmentów, jej towarzystwo przy łóżku, w podróży, wszędzie tam, gdzie może zapewnić relaks. Ale to także świadomość, że są tysiące wydawanych książek, których los jest boleśnie krótki i kończy się na makulaturze (a bywa dużo gorzej) – bo się nie spodobały, minęła „moda” na nazwisko, poetykę, koncept… A e-book to także – oprócz powodów, które opisałam wyżej – oszczędność papieru. Bo nawet, gdy się nie spodoba, to… jego utylizacja zajmie sekundy, na dodatek bez szkody dla środowiska naturalnego.

Moja pierwsza powieść

Wiecie już, dlaczego e-book? Za kilka dni moja pierwsza powieść zacznie żyć swoim życiem. Boję się jak diabli, ale… jak nie spróbuję, to się nie dowiem, czy warto iść w tym kierunku. Może potrzebna jest doza pokory, zanim moje słowa przybiorą formę materialną. Bardzo bym tego chciała, ale nie za wszelką cenę. Teraz jestem niezależna i sama o wszystkim decyduję. Aw tym wszystkim jest najpiękniejsze, że sprawdzę samą siebie w boju 🙂

 

W najlepszym okresie życia. A wcześniej? Potrafię zrobić meble (od podstaw), znajomość języka polskiego to moja super power dzięki studiom polonistycznym. Do tego podyplomy z public relations i znajomości UE. Teraz zajmuje mnie praca z tekstem: pisanie na zlecenie, korekta - od ponad 10 lat współpracuję z wydawnictwem uniwersyteckim; wsparcie językowe (pomoc niezbędna przy weryfikacji tekstów reklamowych, choć nie tylko). Lubię obserwować i dokumentować niemal wszystko - taki fotoreporterski bzik :-) poza tym kusi mnie fotografia kulinarna i pewnie coś z tym wkrótce zrobię. A póki co - piszę, piszę, piszę... Zapraszam na bloga mojenarracje.blogspot.com.pl oraz na fanpage Moje narracje. W przygotowaniu kilka kolejnych profili, gdzie pilnie ćwiczę swój pisarski warsztat. Na rok 2017 zaplanowałam projekt 365 dni #siepisze. Działam, bo to kocham :-)
Posts created 23

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane wpisy

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Do góry